Porozmawiajmy o wędkarstwie karpiowym …

Zorganizowane na Jeziorze Lgińsko I Otwarte Zawody Karpiowe stały się znakomitą okazją do porozmawiania z ich uczestnikami o tym czym w ogóle jest wędkarstwo karpiowe.

Wszyscy uczestnicy zgodnie przyznali, że wędkarstwo karpiowe jest dla nich nie tylko metodą łowienia ryb, lecz przede wszystkim hobby i pasją. Wielu z nich podporządkowuje swoje życie do uprawiania tego sportu, bo o sport tutaj chodzi. Najlepszym tego przykładem jest Piotr Janusz – pomysłodawca i jeden z założycieli Polskiej Federacji Wędkarstwa Karpiowego.

Polska Federacja Wędkarstwa Karpiowego jest stowarzyszeniem powołanym do życia przez miłośników sportu karpiowego w Polsce. Celem stowarzyszenia jest organizowanie i promowanie wędkarstwa karpiowego w zgodzie z zasadą złów i wypuść, rekreacji, sportu wędkarskiego, użytkowanie i ochrona wód, działanie na rzecz ochrony przyrody i kształtowanie etyki wędkarskiej, propagowanie etyki wędkarskiej wśród młodzieży oraz współpraca z tymi, którzy chcą troszczyć się o to wspaniałe hobby. Pan Piotr wędkuje od przeszło 20 lat. Początkowe hobby przerodziło się w pasję, której podporządkował całe swoje życie. Mam bardzo tolerancyjną żonę. Na „karpiowaniu” spędzam rocznie nawet 140 dni. Podporządkowałem temu zarówno pracę, jak i życie rodzinne. Zresztą mój ojciec to wędkarz, podobnie mój brat, więc i mnie dopadło. Przygodę z wędkarstwem zacząłem jako dziecko, łowiąc na rzece Warta. Całe życie związany jestem z wodą – szczerze przyznaje pan Piotr. Z kolei Robert Stec i Darek Czyżewski mają dość przewrotną opinię o wędkarstwie karpiowym: Wędkarstwo karpiowe jest według nas gorsze od grypy, bo grypę można wyleczyć, a z tego rodzaju wędkarstwa wyleczyć się nie da.Zapytany o ideę wędkarstwa karpiowego Piotr Janusz odpowiada bez zastanowienia: Według mnie najwyższym stopniem wędkarstwa jest łowienie i wypuszczanie złowionych ryb. Na swoim koncie mam wiele połowów poza granicami Polski i tam jest to standardem. Oczywiście nie można popadać w paranoję. Często zabiera się białą rybę, szczupaka czy suma, ale ogólnie jest szacunek dla dużej ryby. Nie ukrywajmy, że właśnie takie ryby są najsilniejszymi osobnikami, które przekazują najlepsze geny. Zabierając takie ryby eliminujemy ze środowiska okazy najlepiej przystosowane do naszych warunków i środowiska. Niestety w polskich wodach brakuje takich ryb. Wędkarze najczęściej to co złowią zabierają ze sobą, nie patrząc czy ryba waży 2 kg czy 15 kg. Uwagę na ten problem zwrócili również Leszek Arendarczuk, Henryk Stachura i Marek Snowiński: Jeżeli chodzi o polskich wędkarzy to często brakuje pewnego zdyscyplinowania, kultury łowienia. Nie może być tak, że zabiera się każdą złowioną rybę. Pewnym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie nie tylko dolnych, ale również górnych wymiarów do połowu. Pozwólmy, by na przykład 5-kilogramowy karp wrócił do jeziora i mógł spokojnie rosnąć. Pamiętajmy, że duże okazy potrzebują wielu lat, by osiągnąć swoje wymiary.

Biorąc pod uwagę powyższe opinie należałoby się zastanowić, co można zrobić, by rzeczywiście chronić dorodne ryby przed śmiercią i … patelnią. Przede wszystkim powinniśmy postawić na edukację. Sami rodzice powinni wpajać dzieciom ideę dbania o środowisko naturalne, przyrodę. Zacznijmy działania od siebie. Czy rzeczywiście musimy zabrać rybę ze sobą? Nie lepiej wypuścić ją do jeziora i mieć satysfakcję, że za jakiś czas wyciągniemy ją większą? Zdaje się jednak, że problem leży nie tylko po stronie lokalnych wędkarzy. Jak podkreśla Piotr Janusz problem jest widoczny w PZW: Polski Związek Wędkarstwa działa w dość archaiczny sposób, przypominający nam czasy sprzed transformacji ustrojowej. Nie da się ukryć, że związek ten jest największym administratorem wód w Polsce, więc to na nim ciąży obowiązek kreowania postępu w wędkarstwie. Zapewne mało kto wie, że PZW jest związkiem sportowym, a proszę wskazać inny tego typu związek, który pozwala na zabijanie podczas zawodów? Na szczęście już w samym PZW pojawiają się osoby, które zaczynają dostrzegać konieczność zmian. Coraz więcej kół wprowadza górne wymiary ochronne czy zakaz zabierania i zabijania ryb. Ten trend w wędkarstwie został pobudzony przez nas – karpiarzy. Niestety ryb jest coraz mniej i jeżeli będziemy je cały czas tylko wyciągać to w pewnym momencie ich po prostu zabraknie. O tym jak wiele jest jeszcze do zrobienia świadczą porównania polskich akwenów z zagranicznymi. Co prawda sytuacja powoli zmienia się na lepsze, ale wciąż bardzo wiele nam brakuje. Dla porównania weźmy Francję. Federacja Francuska (odpowiednik PZW) podzielona jest na dwa „okręgi” – północny i południowy. Chcąc wędkować na terenie całego kraju wystarczy wykupić kartę za 32 euro na rok i wszystkie federacyjne wody są do naszej dyspozycji. Dopłacić należy na wodach komercyjnych. A jak jest w Polsce? Nasz związek podzielony jest na 45 okręgów i około 2500 kół. O kosztach i dostępności do ogólnopolskich wód lepiej nie wspominać. Niestety jest jeszcze wiele do zrobienia i chyba najwyższa pora, by zacząć na ten temat rozmawiać. Więcej kamyków do związkowego ogródka wrzucać nie będę, bo nie o tym ma być ten materiał, a o dużych rybach … Zresztą wszyscy karpiarze zgodnie stwierdzają, że dla nich najważniejsza jest duża ryba, to sprawia im satysfakcję. Dla nich karpiarstwo jest sportem, a w każdym sporcie najważniejszy jest wynik. Po przeprowadzeniu kilku rozmów wiem jednak, że wędkarstwo karpiowe to dość kosztowne hobby, a ekwipunek zbierany jest przez lata. Karpiarstwo rzeczywiście jest drogim hobby. Walka z okazałą rybą wymaga odpowiedniego sprzętu. Nie mam tu na myśli tylko sprzętu wędkarskiego, ale również ekwipunek dodatkowy – namioty, śpiwory, pontony z silnikiem i akumulatorem. Pamiętajmy, że standardowo zawody karpiowe trwają kilka dni i trzeba ten czas przeżyć – zaznacza R.Stec, a P.Janusz dodaje – Oczywiście zaczyna się małymi krokami, ale nie ukrywajmy, że każdy z nas chce korzystać z nowinek, a to już kosztuje. Jeżeli rozmawiamy o sprzęcie równie dobrze można wędkować na sprzęcie z przysłowiowej niższej półki. Bądźmy jednak szczerzy – za jakość się płaci. Inni rozmówcy pocieszyli mnie jednak trochę stwierdzając, że często odkupuje się dobrej jakości sprzęt od innych osób lub … wygrywa na zawodach.

W Lginiu pojawili się zawodnicy, którzy mają się czym pochwalić. Pytając o najlepsze wyniki najczęściej można było usłyszeć wartości przekraczające 15, 20, a nawet 25 kg. Warto było zapytać więc „karpiowych” specjalistów,co sądzą o Jeziorze Lgińsko, które debiutuje w zawodach karpiowych. Piotr Janusz i Leszek Gorzelanny zgodnie stwierdzili – Jezioro jest śliczne, zresztą lubimy tego typu akweny – dzikie, z czystą wodą i dużymi rybami. Na tego typu zbiornikach zawody nie są zbyt często organizowane, ponieważ nie są one medialne. Powód? Łowi się mało ryb. Nie każdy bowiem rozumie, że o to w tym sporcie chodzi. Lepiej złowić jedną rybę na trudnym akwenie niż wiele na zbiorniku komercyjnym, specjalnie zarybionym. W Lginiu są trudne warunki, ale satysfakcja ogromna. Równie pozytywnie wypowiadali się Stefan Michalewicz i Marek Skorupiński – Jezioro jest bardzo ładne, nie ma bałaganu, a co ważne akwen jest czysty i pozwala powalczyć z dużą rybą.

Jak można by podsumować wędkarstwo karpiowe? Karpiarz pokazuje swój kunszt na wodach trudnych, gdzie rybę trzeba znaleźć, odpowiednio zanęcić, wyczekać i złowić, a potem wypuścić. Rybę należy szanować, dbać o nią i akwen, w którym się znajduje.

Joanna Frąckowiak